Home
Sklep
Sitemap
Impressum
Login
Koszyk
Twój koszyk jest pusty
DLACZEGO CHUSTOMANIA
Witajcie !
Oczywiście jak w każdym tego rodzaju przypadku
wszystko zaczęło się od dziecka.
..
Przeprowadziłam się do Niemiec do mojego męża będąc w ciąży i od razu znalazłam się w innym świecie. Nie dość, że otaczał mnie obcy język, to jeszcze całe mnóstwo przedmiotów, o których istnieniu nie miałam pojęcia w czasie „przed dzieckiem“
Zaczęliśmy zwracać uwagę na to, w czym noszą swoje dzieci mijani na ulicach rodzice. Wydawało nam się oczywiste, że dziecko nie może zupełnie wywrócić naszego dotychczasowego życia do góry nogami.
Jak do tej pory chcieliśmy swobodnie chodzić, jadać na mieście, odwiedzać przyjaciół, podróżować.
Do tego często jeździmy do Polski, chcieliśmy być swobodni i niekoniecznie ograniczeni wózkiem.
Wtedy zauważyliśmy istnienie chust. Ale czegoś zupełnie innego, niż znane nam do tej pory z Polski przewieszane przez ramię, regulowane kółkiem. To, w czym nosili dzieci niemieccy rodzice przypominało raczej długi kawałek materiału, który zawinięty w odpowiedni sposób stawał się przyjemnym gniazdkiem dla malucha. A co ciekawsze, zauważyliśmy, że dzieci w takich chustach noszone były w najróżniejszy sposób: z przodu, na biodrze, na plecach. Wszystkie łączyło jedno: były
wtulone w rodziców i wyraźnie szczęśliwe
. Wtedy przypomniała mi się scenka, którą widziałam w Japonii: skośnooki maluch płakał wniebogłosy, aż mama przytroczyła go sobie kawałkiem materiału do pleców. Przytulony uspokoił się i od razu zasnął.
Rozpoczęliśmy poszukiwania chusty dla naszego mającego się za chwilę urodzić synka. Nie wiedzieliśmy, jakie będzie mieć usposobienie, czy będzie płaczliwy, czy będzie mieć kolki. Wiedzieliśmy, że
chcemy być z naszym dzieckiem tak blisko, jak jest to możliwe, żeby móc objaśniać mu nasz świat.
Skontaktowaliśmy się z położnymi, ze szkołą rodzenia, ze specjalnymi doradcami uczącymi prawidłowego noszenia. Konkluzja tych spotkań była jedna:
noszenie i bliskość to najlepsza inwestycja w prawidłowy rozwój dziecka.
Na rynku niemieckim istnieje wiele takich chust, początkujący rodzice nie mają więc łatwo. W takich wypadkach pomocą służą niezwykle popularne
wyniki ÖKO-Testów, testów niezależnej organizacji, zajmującej się badaniem najróżniejszych produktów codziennego użytku.
Niemcy mają wielkie zaufanie do tej działającej od 20 lat instytucji, ujawniającej wszelkie niedociągnięcia nawet najbardziej znanych firm. To znacznie zawęziło nasze pole poszukiwań, bo okazało się, że nie sztuka wziąć kawałek materiału, obrębić go i sprzedać chłonnym rodzicom. Nie chcieliśmy też wydawać majątku , bo przecież dobra jakość nie musi od razu oznaczać setek euro. I tak trafiliśmy na chustę Hoppediz, przyszła do domu kilka dni po naszym powrocie ze szpitala z Felixem.
Felix
( łac. szczęśliwy)
. Został Felixem, bo mieszkając za granicą i tak nie będzie mieć łatwo ze swoim „skomplikowanym“ nazwiskiem. Szybko okazało się , że magię swego imienia roztoczył na całą rodzinę. Mały śmieszek, jedzący dzień i noc. Nie wiemy, co to płacze nie do utulenia, nie znamy niekończących się ataków kolki (choć rzecz jasna Felix miewał bóle brzuszka i zdarzało mu się też donośnie płakać). Mimo mieszkania z dala od rodziny i przyjaciół daliśmy sobie radę sami, gotując, sprzątając, robiąc wszystkie codzienne czynności razem z naszym maluchem.
Gdy pojechaliśmy na wakacje do Polski, na ulicy zaczepiali nas obcy ludzie pytając o chustę.
Nikt wcześniej nie widział tak wygodnego sposobu noszenia dziecka, a nasza swoboda wchodzenia do sklepów i autobusów zwracała powszechne zainteresowanie.
Odtąd nie było wyjazdu do Polski bez chusty dla kolejnej znajomej znajomej... Pokazywalismy jak
łatwo wiąże się chustę
tłumaczyliśmy, że
jest to najbardziej fizjologiczny sposób noszenia dzieci
. Było mi o tyle łatwiej, że jestem biologiem, a poza tym miałam dostęp do świetnej literatury, niemieckich lekarzy oraz fizjoterapeutów, którzy od dawna zalecają noszenie maluchów w chuście jako pomoc terapeutyczną. Zaczęłam nawet uczęszczać na kursy dla instruktorów noszenia, aby móc naszą rodzinną chustową pasją dzielić się z innymi!
Bardzo leżało nam na sercu to, że w Polsce taka chusta jest praktycznie nieznana. Zastanawialiśmy się nawet nad rozpoczęciem produkcji. Ale po rozmowach ze specjalistami od przemysłu tekstylnego doszliśmy do wniosku, że
nie ma sensu wyważać otwartych drzwi.
Trudno przekonać producenta, który jeszcze tydzień temu nic nie wiedział o chustach, że potrzebny nam materiał nie jest „taki sam, jak na odzież roboczą“. Do tego dochodzi na przykład kwestia barwników, które musiałyby być naprawdę bezpieczne. Owszem, mogliśmy mimo to zacząć produkować. Nie sztuką jest jednak nosić swoje własne dziecko w opatentowanej i opatrzonej stosownymi atestami chuście, a innym rodzicom oferować chusty szyte w domu według wykroju oryginału. To kłóciłoby się z wartościami, w których zostaliśmy wychowani.
Chcieliśmy, aby także polscy rodzice mieli możliwość kupienia w Polsce świetnej jakościowo, bajecznie kolorowej chusty w przystępnej cenie.
Dlatego sprowadziliśmy chusty Hoppediz do Polski. Cieszymy się, że teraz i Wy możecie doświadczyć szczęścia, jakim jest bliskość w trakcie noszenia.
Rozejrzyjcie się - coraz więcej ludzi przekonuje się do wiązanej chusty. Chusty szczęśliwych dzieci. Tak szczęśliwych jak Felix.
Felix właśnie skończył dwa lata. Lekarze podkreślają, że w rozwoju fizycznym przewyższa swoich rówieśników. Świetnie się rozwija, jest kontaktowy, ufny i samodzielny. Noszenie w chuście zdecydowanie wyszło jemu i nam na dobre. A my - jesteśmy teraz do Waszej dyspozycji. Z przyjemnością podzielimy się naszą wiedzą i doświadczeniem, bo jesteśmy przekonani, że
chusta, którą oddajemy w Wasze ręce jest nie tylko najwyższej jakości i najbezpieczniejszym nosidełkiem dla dzieci, ale także łączy ludzi ogarniętych pasją.
Daj się ponieść chustomanii !!!
Serdecznie pozdrawiamy,
Kasia i Marcin